czerwiec 2013
maj 2013
Ja przy sobie ustawnie mam czartowskie zioła,
Co prawda, każdy miesiąc, odmieniam się zgoła.
Raz gdy miesiąc nastaje, drugi raz na schodzie,
Mam moc władać powietrzem i przebywać w wodzie.
Bywam ptakiem, zwierzęciem, kotką albo sową,
W nocy wielką niewiastą, co mię śmiercią zowią.
Kto mie ujrzy w południe, to przypołudnicą,
A pod wieczór zaś wiedźmą abo latawicą;
Jakoż mam i z latawcem swe porozumienie,
Bo też on swe odmienia własne przyrodzenie.
Choć jest duchem powietrznym, bierze na się ciało
Obłudne, czego mu przyrodzenie nie dało.
Czyni wielkie posługi, kto go o to prosi,
Że on z cudzej spiżarnie do niego przynosi.
Ja też tak właśnie czynię,ale gdy wiem, komu,
Wybrawszy mu z komory zaniosę do domu.
Choćby strzegł, nie ustrzeże, którędy ja łażę,
A jeszcze paraliżem, kogo chcę, zarażę.
Umiem oczy zaślepić, choroby nabawić,
Połamać go, pokrzywić i zaś go naprawić.
Głupim człeka uczynić, zawrócić mu głowę,
Abo będzie źle mówić, abo straci mowę.
Tylko z drzewa jednego listeczków nawarzę,
Będzie się on wszytek trząsł, ja go tym nadarzę.
Jeśli go też ostudzić abo go ususzyć,
Uczynię to, iże się nie będzie mógł ruszyć.
Kto by się jedno ważył czynić mi przykrości,
Więcej mu ja naczynię, niźli on mnie, złości.